Archiwum | Blisko nas RSS feed for this section

„Małe Kobietki” w promieniach lipcowego poranka

6 Lip

To była piękna pobudka. Słońce przedzierało się przez listwy żaluzji koniecznie chcąc mnie zbudzić. I udało się. Już o 7.00 pobudka. Ale gdy taki piękny dzień się zapowiada wprost nie można dłużej spać. Wstałam więc i przetarłam oczy. A że obok na stoliku leżały „Małe Kobietki” (Louisy May Alcott), to się szybciutko za nie wzięłam.

2

Lektura trochę z obowiązku, bo jeszcze czaka mnie do napisania esej.. .. : ( ale też szybko okazało się, że wpada w me ręce i ogromnej dla przyjemności. Każde zdanie i litera cieszą ogromnie. Historia czasem zabawna, a czasem wzruszająca. I wprowadza mnie w melancholijny nastrój, przypominając słodkie dni dzieciństwa. Zabawy z siostrami i bratem tak jak w „Małych Kobietkach” też były przednie… ach… : ) a że poleguję i odpoczywam sobie ostatnio to tryb taki zachęca do kolejnego rozdziału..

Nie mogłam jednak oprzeć się by nie zrobić foto-wspomnieniowej migawki. Bo wszystko tak szybko przemija…

1

Uff.. na szczęście dobre emocje i wspaniałe wspomnienia, a i myśli o dobrych nadchodzących i pewnie jeszcze piękniejszych chwilach można pielęgnować w sobie długo długo..

Moja wyobraźnia i błogi spokój poniosły mnie dziś daleko… Bo oto za szafą wydawało mi się, że mam błękitne może, a za plecami cudna Lizbonę… : ) można i tak, a co! : )

   DSC00616

DSC00976

 żółciutkie ikonki Lizbony…

DSC00564

Hm.. ciekawe jaką Wy mieliście pobudkę… czy też tak błogo było… wiem, że co niektórzy na Kaszubach jeszcze bawią, a inni nad Atlantyk się wybierają…też pięknie!

Car Władimir nad Krymem

28 Lu

Zapraszam do lektury artykułu:

http://liberte.pl/nowa-zimna-wojna-rosji/

Czytając ten artykuł chce się dokończyć smutny scenariusz wydarzeń, który nas otacza. A ogarnia bezradnością i biernością działań ze strony Unii Europejskiej i Nato coraz bardziej, z minuty na minutę…Gdy przed laty anektowane były Austria i Czechy również nie za wiele się zadziało. Gorąco zrobiło się później. Tylko wtedy było za późno.

russia-putin.jpeg5-1057x960

Gdy Władimir Putin został prezydentem Rosji zadrżało w sercach tych, którzy na prawdę chcieli dobrze dla tego kraju. Chcieli lepszego jutra dla kraju, który kochali, kraju który cenili za wspaniałą kulturę, spuściznę… Do dziś w głowie szumią mi słowa mojej ówczesnej wykładowczyni z Uniwersytetu Gdańskiego, gdy Putina ogłoszono nowym prezydentem. Powiedziała wtedy „KAGIEBIESZNIK”…. dla wszystkich to nie wróżyło dobrze na przyszłość. Ja wówczas młoda studentka filologii rosyjskiej, możne nie za bardzo zorientowana w rozkładzie sił politycznych i w Rosji i na świecie niewiele pojęłam, jaki mogłoby to przynieść scenariusz wydarzeń chociażby dla Europy. Ale mając w pamięci metody działania KGB, krwią przeżarte Sołowki i skrzywiona niczym w zwierciadle sowiecką rzeczywistość, wiedziałam że za dobrze to być nie może… Syn reżimu, karmiony krwią i mlekiem swej matki KGB, staje u władzy.

I oto mamy, po tych nastu latach „własti i carstowanija” Putina nad narodem rosyjskim jego berło władzy przesuwa się nad Krym. To co było zadrą w sercu rosyjskich włodarzy od czasu „podarku” Chruszczowa Ukrainie,w końcu wydaje się być dokonane.
Dziś Putin przesuwa, wcale nie w skrytości, swoje militarne siły na Krym, ukraińska straż graniczna jest atakowana, a świat się temu przypatruje. I choć co chwila pojawiają się rzekomo mocne słowa, to na sankcje gospodarcze nikt się nie decyduje i nie zdecyduje. Co więcej. Rozbrojona Ukraina, za cenę stowarzyszenia się z NATO zostanie sama. Bo Nato nie wypędzi wojsk Putina, gdyż Ukraina nie jest członkiem tej organizacji. Ukraina po spełnieniu określonych warunków, rozbrojenia się, dostała zapewnienie, że będzie miała gwarancję bezpieczeństwa… I właśnie mamy możliwość obserwować jak jej to bezpieczeństwo się gwarantuje…

A oto obserwujemy dalej. Z minuty na minutę Putin gładko przesuwa swoje wojska w głąb Krymu, a dodatkowo odpowiednio podjudzana ludność rosyjska protestuje przeciwko przynależności do Ukrainy. I nie dotyczy to tylko już Krymu, ale i innych regionów tego państwa..

Czy Putin się zatrzyma? Nie sądzę. Urządził sobie militarnego pokera na arenie międzynarodowej i wszystkim wyjmuje asy z rękawa. Kwestią czasu jest już tylko, gdy Krym wróci pod rządy Rosji. Pewnie wymyślą jakąś formę autonomii dla republiki, ale pod płaszczem Cara Władimira. I Ukrainie nic będzie do tego. Bo ważni światowi przywódcy i organizacji typu UE I NATO pozwolą poświęcić Ukrainę dla zachowania światowego spokoju. To dobrze, bo nikt nie chce rozlewu krwi i przemocy, ale bardzo nieładnie, że przymrużają oko na to, by tak jawna agresja i bez żadnych konsekwencji dokonywała się z sekundy na sekundę… Patrzeć tylko aż car Władimir sięgnie po więcej…

Sopocka kostka pierwsza klasa

21 Wrz

20130920_110435To był dobry dzień. Bo i słoneczny i pogodny i ciepły. I choć pożółkłe, lekko podsuszone liście na chodniku delikatnie szepcą, że jesień tuż tuż, to w głowie i sercu lato. Bo jakby inaczej, kiedy Sopot zachwycał dziś… Patrząc dziś na jego kamieniczki, ławeczki i…. kostkę chodnikową miało się wrażenie, że to nie polski Sopot, ale co najmniej portugalska Lizbona.

Pomyśleć można, też mi temat – kostka! Phi!. No ale jednak. Niby niewinna kostka, ale sporo zamieszania zrobiła w mojej głowie. Na myśl przywiodła bowiem wymuskaną, wypolerowaną, falującą wzorem i lśniącą w słońcu Południa lizbońską kostkę. Chodniki w Lizbonie, gdy je sobie przypomnę, zachwyciły mnie. Pięknie układane, równiutko niczym tafla morska. A gdy słońce na nie świeciło to tak jakby się kapały w złocie… ciepły blask wymieszany z gorącym popołudniem…. I dziś miałam takie wrażenie. No może bardziej z nieobrobionym srebrem mi się to kojarzyło, ale zawsze to jednak szlachetnie.

Otóż oznaka była miła i oku i sercu. Bo chyba zdaje się mamy za sobą w Polsce pierwszą falę odnawiania i reparacji na hura i bez pomyślunku. Przyszedł czas na refleksję i estetykę. I konia z rzędem temu, kto nad tym zapanował i tak zdecydował. Bo dzięki niemu dziś chodnik przy sopockiej Alei Niepodległości miał swój niepowtarzalny czar, a wraz z nim wszystko kwitło. Nie było bowiem, tam gdzie stąpnęłam bezładnej sztampy, ale była lekkość… romantyczna bramka, piękna ławeczka i … kostka! i to jaka jeszcze, no spójrzcie sami.

20130920_110159

Niech za tym przykładem smaku idą inne miasta. Gdańsk? Co z Tobą?… Niech rodzi się niepowtarzalny smak i zapach naszych miast. Niech powrócą ładne i estetyczne rozwiązania. Nawiązujmy do tego co mamy najpiękniejsze i najlepsze. i mówmy o tym wszędzie, gdzie się da. I jak wymieniamy kostkę przy wiekowym budynku, to dodajmy mu charakteru najbliższym otoczeniem! Betonu i tak mamy za dużo. Postawmy na charakter i niepowtarzalność. Decydujmy się na dobre rozwiązania i nie bądźmy byle jakim krajem, miastem, czy ulicą… Bo mamy tak wiele do zaoferowania, tylko tak często sami to chowamy, psujemy czy zasłaniamy nie taką decyzją… : ( ale mam nadzieję, że dzisiejsze wrażenia to właśnie zwiastowały : )

20130920_110244

20130920_110617

20130920_110309

20130920_110901

20130920_110948

20130920_110958

20130920_110937

Ikona – modlitwa Wschodu cz. 1

12 Wrz

20130912_154021Ikona bardzo często kojarzy się z czymś odległym i nieosiągalnym. Przynajmniej ja przed dłuższy czas miałam takie wrażenie. Gdy patrzyłam na ikony i podziwiałam je odczuwałam ogromny respekt. Trochę tak jakbym wkraczała do innego świata. Przez swój brak realizmu, ikony zawsze wywoływały u mnie takie wrażenie, że gdy podejdę bliżej i spojrzę śmielej, to może wydarzyć się coś czego rozum nie pojmie. Respekt mój był więc ogromny. Nawet pewien lęk.

Może i słusznie, bo oprócz tego, że każdą pięknie wykonaną ikonę można podziwiać ze względu na jej estetykę, to dodatkowo niesie ona ładunek energii. Niesie modlitwę, cierpliwość, pokorę i radość jej twórcy. Ale o tym dowiedziałam się znacznie później… Mięło sporo czasu, zanim od podziwiania i lęku poznałam to, czym tak na prawdę może być ikona i ikonopisanie.

Otoczona kulturą bizantyjską od dziecka mogłam dosyć często podziwiać kulturę Wschodu w jej najlepszym wydaniu. Nie zawsze jednak było to tak łatwo dostępne. W Polsce przez lata kościoły wschodnie miały kłopot, by funkcjonować normalnie. Rzeczywistość w jakiej funkcjonujemy obecnie, na szczęście pozwala mieć te dzieła niemalże pod ręką. Bo każdy może mieć ikonę w domu, ba! nawet ją sobie powiesić na ścianie. W tradycji ruskiej (nie mylić z rosyjską !) było nawet w każdej izbie przeznaczone specjalne miejsce do tego, gdzie należało powiesić ikonę. Nazywało się to krasnym ugłom, czyli „pięknym kątem”. To tam stawiano domowy ołtarzyk z ikoną – mały domowy ikonostas. Według tradycji ruskiej nad ikoną lub ikonami można lub powinno też umieścić się tzw. rusznyk, czyli wyszywany ręcznik. Pięknie ten staroruski zwyczaj przedstawia obraz W. Maksimowa z 1881 r. pt. „Chory mąż” (Молитва перед иконами в красном углу (В. Максимов, «Больной муж», 1881 год)

File:Wassilij Maximowitsch Maximow 002b.jpg

Równie interesujący jest ten pt. ” Swaty”, przedstawiający krasnyj ugoł w ukraińskiej chacie.

https://i1.wp.com/upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/d/dc/Mykola_Pymonenko-Svaty.jpg

Tu dodatkowo oprócz pięknego zwyczaju umieszczania ikon w najważniejszym miejscu w domu, mamy fantastycznie przedstawione wyszywane ręczniki nad ikonami oraz cudowny strój ukraińskiej dziewczyny: kolorowa spódnica, tzw. zapaska (czyli fartuszek) oraz wyszywana bluzeczka, z typowymi bufiastymi przy mankietach, rękawach.

Ikony są zatem bez wątpienia częścią tradycji kultur mających swe powiązania z kulturą bizantyjską, a takimi niewątpliwie będą: rosyjska, ukraińska i białoruska, nie mówiąc już o pozostałej części ortodoksyjnej Europy.

Prze lata ikona było nieco zepchnięta w zapomnienie. Choć na Wschodzie zawsze była ważnym elementem religijno-kulturowym, to dla Zachodu wydawała się chyba niezbyt ważna. Wiek XX. na szczęście to odmienił i co istotne dziś ikony są  umieszczane równie chętnie w kościołach ( w Polsce rzymskokatolickich) .

Co takiego jest w ikonie, co czyni ją inną, ważną, enigmatyczną?

Jak już wspomniałam, każda ikona nosi w sobie pewien ładunek. Ten ładunek to energia, myśl, modlitwa, która jest wtopiona w ikonę już na etapie tworzenia jej przez twórcę. Każdy twórca bowiem zaczynając pisać ikonę, czy potem za każdym razem przystępując do pracy, rozpoczyna pisanie modlitwą. Dlatego ikony są szczególne. To dzieła dobrych intencji. To obrazy niosące dobrą energię. To obrazy mające w sobie Słowo Boże. Słowo, które czytamy analizując, pochłaniając, podziwiając obraz, nie tekst.

Dlaczego mówimy, ze ikony się pisze, a nie maluje?

Pisanie ikon to zajęcie szczególne  i ten kto miał możliwość doświadczyć tego dostąpił bez wątpienia szczególnej łaski. Tak, nie boję się użyć tego stwierdzenia. Sama technika pisania ikon jest bardzo specyficzna, gdyż ikony wykonuje się nakładając wielką ilość transparentnych warstw tempery. Na niektórych etapach pracy ma się wrażenie, że nakładając delikatnie precyzyjne linie, piszę się. Technika zatem ma coś w sobie z pisania. Bardziej swoistym jednak dla ikonopisania wytłumaczeniem jest to, że pisząc ikonę my piszemy Słowo Boże, ale w formie obrazu.

Ikona odmienia

Wiele razy słyszałam, że są cudowne obrazy. Można jechać w wiele miejsc, od Częstochowy po Loudres i tam odnaleźć coś dla siebie, wymodlić  daną łaskę, szczęście, zdrowie, dobro…. Coś w tych miejscach jest. Naukowcy tłumaczą to różnie. Dla bardziej twardo stąpających po ziemi  należało by dodać, że to olbrzymia siła autosugestii dokonuje tych wszystkich cudów. Może… nawet jeśli tak, to wszystko się dzieje w dobrej intencji. Dla tych, którzy wierzą powiem, że warto wierzyć…

Dla mnie pisanie ikony to wędrówka w głąb siebie. Jak katharsis – oczyszczenie. Pisanie ikony na pewno przynosi ukojenie i uspokojenie. Przynosi też wewnętrzna siłę. Masz przekonanie, ze robisz coś właściwego. Masz też w sercu myśl, że coś co było odległe, stało się częścią ciebie. Nagle odkrywasz, że wszystko wokół ciebie zakręciło się inaczej… Bo oto w twojej głowie, snach pojawiły się obrazy, które przekroczyły ten zwykły świat… świat, który chcesz przeżywać…

Dziecięce lato ……

25 Lip

Dziś termometry w Gdańsku wskazywały ledwie 20 st. Zimno nie było, chłodno też nie, ale słabiuteńkie promyki słońca zaczęły nieśmiało wyglądać dopiero ok. godz. siedemnastej. Rano na pocztę poszłam w letniej kurtce…Krzątając się potem po kuchni, krojąc cukinię i dusząc pieczarki, zapomniałam niemalże, że to czas letni. Chociaż, jeszcze wczoraj tęskniłam za słońcem i bardzo go wyglądałam. Dziś niemalże brytyjskie lato wprawiło mnie chyba w letarg. I tak oto przekładając garnki w kuchni zasłuchałam się w audycję Marielli Frostrup na BBC 4 Radio – Summer in literature. W trakcie audycji prezentowane były różne tarze lata: od dystyngowanych, angielskich spokojnych popołudni na wsi i dickensowskich obietnic nowego życia wraz ze zmieniającymi się porami roku, po letarg amerykańskiego Południa.

DSC_1526Te obrazy w niczym nie przypominały dzisiejszego dnia… Miłe było, gdy autorka audycji z uśmiechem i przekorą zagaiła:  Czyż lato w dzieciństwie nie było zawsze cieplejsze? Czy 20, 25 lat temu nasze polskie lato nie było bardziej gorące? Ja doskonale pamiętam mazurskie wakacje: gorące, duszne, ale i pachnące. Aromaty ziół i polnych kwiatów pięknie mieszały się z  duszącym zapachem maciejki. Pamiętam doskonale, że do późnego wieczora woda w jeziorze była ciepła. Pamiętam gorące i paląc słońce…

No właśnie, czy klimat aż tak się zmieni? Teraz co roku nasze lato będzie bardziej mgliste, pochmurne i chłodniejsze…?

Czy może nasze wspomnienie lata i dzieciństwa jest tak piękne, że nie chcemy tego zmieniać… czy może nasza pamięć ma po prostu selektywny charakter i zatrzymujemy to co piękne, radosne i ciepłe… czy może…?

więcej informacji o audycji Marielli Frostrup na BBC 4 Radio – Summer in literature:

http://www.bbc.co.uk/programmes/b0375252

———————————————————-

zdjęcie maki – źródło: http://www.tapeta-maki-slonca-zachod-1.na-pulpit.com/

Gdynia i po co to?

21 Lip

DSC_0889Gdynia – po co to? może, bo tu wszystko kończy się i zaczyna…

Jeśli ktoś choć raz słyszał refren piosenki „Tramwaje jak komety” grupy eM: „Tu wszystko kończy się i zaczyna Gdańsk Sopot Gdynia” to wie, że nie ma w tym przesady. A jeśli jeszcze na dodatek był dziś w Gdyni to wie też, że takkkiego słońca, taaakiej plaży i taakieegooo leżakowania nie mógł znaleźć nigdzie indziej, tylko właśnie w tej części Trójmiasta.

Oto Gdynia wraz z pojawieniem się gorących promieni wakacyjnego słońca ożyła jeszcze mocniej i swymi nowymi „dekoracjami” ubawiła i ucieszyła niezwykle i swych mieszkańców i turystów. Czym? A no właśnie wspomnianym leżakowaniem….

Ale jakie to było leżakowanie i jaki leżak! Rozmiarów niezwykłych, chyba dziesięciokrotnie większy niż tradycyjny leżak, lecz właśnie te właśnie rozmiary bawiły wszystkich i przyciągały jak magnes. i dzieci i dorośli zapragnęli sfotografować się przy tych olbrzymich iście wypoczynkowych mebelkach.

Jeśli znudziło się komuś leżakowanie, to można było odpocząć na hamaczku, podobnie słusznych rozmiarów. A gdyby okazało się, że i to za mało, to można było wkręcić się w poplątaną wiszącą sieć i też się zrelaksować. Nietuzinkowo :)

Gdynia też zaskoczyła nowymi malunkami na bulwarowych murkach. Część prostych w formie malunków, z niezwykle uproszczoną kreską, niczym dziecięcą, ale słodką i miłą dla oka, można było podziwiać już od dawna. Tym razem gdyński bulwar został upiększony kolejną serią rysunków w barwie żółtej. Wespół z poprzednimi malunkami, ta nowa seria ładnie komponują się w letnią scenerię, nawiązującą do żółtego słońca i błękitu morza. A skąd to wszystko w Gdyni? Otóż całość została zaprojektowana przez Stowarzyszenie PoCoTo. Członkowie Stowarzyszenia określają siebie jako fascynatów projektowania. Trzeba przyznać, że wspaniale im to wychodzi, ich głowy widać kipią od świetnych pomysłów, a projekty cieszą wszystkich odwiedzających Gdynię. Brawo! Super Robota!

DSC_0891

DSC_0898

DSC_0901

A i jeszcze jedno. Dla tych kto dawno Gdyni nie odwiedzał warto wspomnieć, że nowością są fontanny: ) Już nie te błękitno-turkusowo-niebieskie, ale powyklejane, zdaje się, kawałkami ceramicznych elementów. Jak dla mnie, zdecydowanie to lepsza kompozycja. Choć niektórych może zmartwić fakt, że ten symbol Gdyni zmienił się chyba już nieodwracalnie…. cóż panta rei

DSC_0902

Гданьск приглашает… Калининград

9 Czer

Гданьск приглашает Калининград и всех, кто хочет поодыхать, понаслаждаться уникальной атмосферой этого тысячилетнего города, а также сделать покупки или просто выпить хорошее кофе.

Почему Калининград? Вот, Калининград это сосед Гданьска! До сих пор поездка в Россию дла поляков или в Польшу для русских, всегдя ассоцировалась со сложным процессом. Хотя эти два города отдаленные толко на 162 км, то формальности, которые надо было осуществить, чтобы перейти границу, просто отдаляли их на тысячу киллометров. К счастью, договор о малом приграничном движении между правительствами Республики Польша и Российской Федерации (действует от 27 июля 2012 года), значительно приблизил Гданьск к Калининграду. О чем свиделетьствуют хотя бы огромное количество русских машин появившихся в Трехградии или русский язык, который  до сих пор можно было услышать толко при каком-то важном событии.

Что обозначает договор о малом приграничном движении для русских и поляков?

Обозначает то, что с 27 июля 2012 года жители Калининграда и области, а также приграничных польских регионов смогут беспрепятственно и безвизово передвигаться через границу России и Польши в пределах территорий, оговоренных соглашением. В России это Калининград и Калининградская область, в Польше: Поморское воеводство (города Гдыня, Гданьск, Сопот), Гданьский, Пуцкий, Новодворский и Мальборкский повяты, Варминьско-Мазурское воеводство (города Эльблон, Ольштын), Эльблонгский, Браневский, Лидзбарский, Бартошицкий, Ольштынский, Кентшинский, Мронговский, Венгожевский, Гижицкий, Голдапский и Олецкий повяты. Разрешение дает право на пребывание в указанных областях Польши не более 30 дней за один въезд, и не более 90 дней в полугодии. Выдается на срок два года. При этом если срок действия паспорта истекает ранее двух лет, то разрешение будет выдаваться на тот период времени, пока действует загранпаспорт. Стоимость разрешения – 20 евро. (http://interextravel.ru/news/id/197)

DSC_0432Что русских может заинтересовать в Гданьске?

В Гданьске интересное просто все! Городу больше чем 1000 лет! Гданьск может гордиться большими достоинствами культуры и огромной традицией. Здесь родилась Свобода, котора изменила картину Европу! События Августа 80 -тых годов сделали этот город уникальным!

А что сегодня? Что жителям Калининграда может понравиться в Гданьске? Прозаически, оказывается что чаще всего магазины. Вот покупки в Польше на много инереснее и дешевле!

Куда поехать в Гданьске? Гданьск может гордиться превосходными торговыми центрами, в которых даже самый пребовательный клиент найдет себе то, что нужно! Самый популярный торговый центр, даже среди самих жителей Гданьска и окресностей, это Galeria Bałtycka. Здесь находиться больше 200 магазинов и бутиков, а кроме того кафе и рестораны. Время работы это: Понедельник-Суббота (9:00-22:00), Воскресение (10:00-21.00).

Ссылка: http://www.galeriabaltycka.pl/

Куда еще?

Manhattan – http://gchmanhattan.pl/

Medison – http://www.madison.gda.pl/

Fashion Hоuse – http://www.fashionhouse.pl/index.php?mall=1

Galeria Przymorze – http://www.galeriaprzymorze.eu/

CH Osowa – http://www.chosowa.pl/

http://www.gdansk4u.pl/ru/hub/category.php?TypeID=3&_PageID=3182

DSC_0433А оттдых? Пожайлуста, не забывайте, что Гданьск это город на Балтийском море. Здесь красивые и чистые пляжи, которые каждый год привлекают туристов не только из Польши, но из заграницы. Самый популярный пляж Трехградия это пляж и мол в Сопоте. Но в самом Гданьске можно превосходно отдохнуть на пляже в Гданьске: Елитково, Бжезьно, Стоги или Собешево или Орле.

Приезжайте, наслаждайтесь  : )

Если появлются какие-нибуть вопросы – пищите. Будем отвечать. (Ваша электронная почта остается только до сведения администратора).

Вскоре больше новостей!

Dzień dziecka, день детей i oranżada.

1 Czer

Wróciły wspomnienia, gdy dziś rano otrzymałam od Taty życzenia i prezencik. Wydawałoby się, ze ze względu na wiek, to święto może nie dla mnie… ale jak się okazuje, dla swoich Rodziców zawsze jesteśmy dziećmi: ). To takie miłe… Ja jeszcze dodatkowo mam mega szczęście, że mam super Rodziców. To „super” to jest takie coś, że nie muszą nic mówić i robić… Obserwuję ich spojrzenia, gesty, to ciepło które dają… I gdy pomyślę o tym czasem, bo na co dzień jesteśmy daleko od siebie, to łzy mi toczą się jak grochy… Życzyłabym wszystkicm takiego „super” odczucia…

Wzięło mnie dziś na wspominki.

Dziś jestem w miejscu, gdzie wychowywałam się i gdzie „Dnie dziecka” uroczyście  obchodzone były w szkole. Tak mi w pamięci utkwiło, że Dzień Dziecka był zawsze słoneczny i gorący. I radosny… i taky wyjątkowy. Bo tego dnia czekaliśmy w szkole na ucztę.oranzada

Każdy dostawał p0 butelce oranżady i słodkim ptysiu. Było super. I ten cały słoneczny dzień spędzaliśmy na dworze. Bo ten magiczny Dzień dziecka w szkole był połączony sprytnie z Dniem Sportu. Kto zatem dodatkowo brał udział jeszcze w konkursach, mógł zdobyć dyplom : ).  Bo co najbardziej wtedy cieszyło? Wspólna zabawa, duch rywalizacji i bycie na dworzu! I takiego dzieciństwa życzę dziś dzisiaj wszytskim dzieciom. I wszystkim młodym matkom, które już swoje dzieci mają. By pamiętały o tym, by dzieci spędzały swój czas dziecięco. By były dużo na dworzu i by stamtąd czerpały energię i tam uczyły się przetrwania, zdrowej rywalizacji i nabierały zdrowego ducha walki.

 dzien dziecka rosI wydawałoby się, że tymi życzeniami mogłabym spokojnie zakończyć już ten wpis. Ale chce jeszcze poruszyć jeden wątek. Dlaczego день детей w tytule? No bo gdy tak myślę o tym co minione, przypominają mi się stare ilustracje z książek. Uwielbiałam pięknie ilustrowane książki rosyjskie i ukraińskie. Były przecudnie malowane, ilustrowane i komponowane. „Miękkie  i elastyczne” rysunki niemalże wychodziły z kart książki do ciebie. Zanużałeś się w tym przecudnym bajkowym świecie. Święcie pięknych postaci, inaczej i przecudnie ubranych… Oczywiście pomijam zawartość merytoryczną literatury rosyjskiej czasów minionych (tak to ujmę), ale jedno trzeba powiedzieć ichnie książki da dzieci do dziś ujmują swym czarem i magią. Przepiękne! Jedyna książkę polską, którą pamiętam z dzieciństwa za jej fantastyczne obrazki to stary elementarz M.Falskiego. Tylko ta książka może rówznać się z tymi dziecięcymi rosyjskimi i ukraińskimi. Wrcając jednak do polskich klimatów, warto przypomnieć coś ładnego i polecić coć co za godzin dwie usłyszeć będzie można w Trójce, w Polskim Radio:

http://www.polskieradio.pl/9/716/Artykul/856565,Jacek-i-Agatka-Gaska-Balbinka-wspominamy-bohaterow-dziecinstwa

A teraz dziecięco i beztrosko odpływam i idę popatrzeć na starą szkołę. Niech powróci więcej wspomnień.

dz dz

8 marca czyli kilka słów o tym co wspólnego z Dniem Kobiet ma ZTM Gdańsk i ZKM Gdynia

8 Mar

Niech będzie przewrotnie. Dzisiejszy wpis trochę o pewnym Panu Kierowcy. Ale też dla wszystkich tych panów, którzy z jakiegoś niewiadomego powodu nie wiedzą co z tym dniem zrobić. Panowie! co by media nie głosiły Panie lubią ten dzień, łącznie z goździkami, tulipanami i maleńkimi podarunkami. Nawet tym najdrobniejszym gestem: szczerym uśmiechem i życzeniami. Ale oczywiście możecie pozwolić sobie na totalny rozmach. Poszalejcie i przejmijcie pałeczkę. Kobiety też to lubią : ) i lubią, gdy przejmujecie ją częściej, więc nie miejcie oporów. Po powrocie z pracy do domu miałam to szczęście, że przywitał mnie wspaniały obiad wraz kwiatami : ). Choć akurat w naszym domu jest to częsty rytuał, że mąż chętnie chwyta za garnki i patelnie. Niemniej jednak dało się odczuć, że dzisiejszy obiad był nie byle jaki. Złociście zapiekany dorsz z nutą cytryny, hojnie nafaszerowany pietruszką i czymś co jest dla mnie zagadką do tej pory… Pycha… Tak pięknie danie wyglądało na talerzu, że postanowiłam je wykonać sama. I mam nadzieję, że przepis (podług mężowej receptury) wkrótce uda mi się zamieścić.

Ale jeszcze jedna miła rzecz dziś mnie spotkała. DSC_0194Otóż w trójmiejskim autobusie linii 171 dojrzałam takie oto życzenia. To właśnie one zapoczątkowały myśl o dzisiejszym wpisie. Postanowiłam sfotografować tę autobusową laurkę, by pokazać jak niewiele trzeba, by wywołać uśmiech. Super. Panu Kierowcy gratuluję odwagi i pomysłowości. I jakby nie było swoją inicjatywą mocno zadziałał marketingowo znacznie reperując image ZKM  i ZTM. Dlaczego tych dwóch przedsiębiorstw? No bo właśnie tak się składa, że linia 171 dzięki swojemu „biletowemu” trickowi pozwala sprawniej poruszać się na trasie Gdańsk-Gdynia : )

Stocznia Gdańska jak kiedyś… przez chwilę

3 Mar

IMAG0548 - KopiaDla tych, którzy mieszkają w Gdańsku po prostu jest i zawsze będzie częścią ich miasta. Dla tych, którzy w niej pracują jest potem, wysiłkiem, błotem, przestrzenią, smarem, wodą, drzewem, zapachem lakieru, dźwiękiem tłuczonego szkła, zgrzytem wyginanego metalu, błyskiem spawalniczych iskier. Dla tych, którzy bywają w Gdańsku jest legendą i historią, którą wciąż mogą dotknąć. Ktokolwiek by w niej nie był, niezależnie od powodów, jest TYM co budzi ogromne emocje. Stocznia Gdańska, bo o niej chcę wspomnieć, znów zakwitła w piątek (2 marca 2013r.) A wraz z nią zakwitło wszytstko. Nawet słońce tego dnia świeciło jaśniej niż zwykle… Zgromadziła tysiące ludzi. Ci, którzy w piątek przekroczyli jej bramy nie zapomną długo tego wydarzenia. A że rozbudziła na nowo mnóstwo emocji, to dało się wyczuć. Tłumy dzieci, młodzieży i dorosłych. Ekipy telewizyjne, straż pożarna, ambulanse… wszyscy w gotowości. Wokół zaś pięknie: błękitne niebo, słońce, mewy. I główny bohater tego dnia – Bergensfjord. Wczoraj zwodowano ten wielki prom samochodowo-paseżerski. Choć wokół też sporo o tym, że Gdańskowi przypadła tylko czarna i brudna robota zbudowania jedynie kadłuba, to mimo wszystko obecność tak dużej ilości ludzi sprawiła, że całe wydarzenie można było odebrać jako niezwykle ważne i podniosłe.

I po wszystkim już:  uśmiechnięte twarze wychodzących ludzi, opowiadających sobie o rozmiarach promu, całej machinerii i przemożonych żurawiach. Podekscytowane dzieci i dorośli. Bo z jednej strony powróciło na chwilę to, co było kiedyś zawsze… a z drugiej strony lekko zasmuciła myśl, że to zawsze staje się już tylko chwilą… Tego dnia, gdy minione spotkało się z teraźniejszością bardzo chciało się chwycić ze Stoczni możliwie jak najwięcej. Każda śrubka, zawór i każdy napis na jej terenie cieszył. Cieszył, bo zasmucało jednocześnie to jak niewiele ze Stoczni zostało i nie wiadomo jak długo będzie zostawać…

IMAG0555 - Kopia

DSC_0102 - Kopia